Tag: hd

  • Orbita Świnicy

    Orbita Świnicy

    Klasyczna tura wokół Świnicy to trasa, o której myśleliśmy od kilku sezonów: dolina Wierchcicha, opiewana w wierszu przez Tetmajera była dla nas celem tak bliskim, a przez wiele lat tak odległym – dziś miała być odwiedzoną…

    O 7:45 z biletem na 8:00 pojawiamy się pod kolejką na Kasprowy. Okazuje się, że nie musimy czekać do 8:00, bo czekał na nas pierwszy poranny wagonik.

    Skrajna Przełęcz przez Beskid

    Na górze lekki mrozik i pełna lampa. Po założeniu raków (betony) idziemy przez Beskid i Liliowe na Skrajną Przełęcz. Przepinka i pierwszy zjazd: trawers do żlebu opadającego ze Świnickiej Przełęczy do Doliny Walentkowej i dalej żlebem do dna tej doliny. Niestety byliśmy o pół godziny za wcześnie: w żlebie beton.

    Dolina Wierchcicha

    Na dnie doliny cudowny puch, po którym dojeżdżamy na wypłaszczenie w Walentkowej Kopie. Krótka przerwa na fotki i szukamy drogi zjazdu do Doliny Wierchcichej: tam gdzie chcemy jechać jest morze kosówek, więc wybieramy alternatywy – Czar trochę objazdem, a Suka na wprost w dół krótkim betonowym żlebikiem, w którym zalicza pierwsze tego dnia hamowanie czekanem.

    Zjeżdżamy do szlaku prowadzącego na przełęcz Zawory z doliny Cichej i przepinamy się. „Ahoj” – mijają nas swoim tempem dwaj strażnicy TANAP-u. Dolina Wierchcicha zachwyca: nazwa ma swój źródłosłów niby oczywisty (górna Cicha) – po wejściu do tej doliny jasne zaczyna być drugie znaczenie: „wiercicha” – dolina zakręca, wije się, by pięknymi polami osiągnąć górne piętro pod zboczami Gładkiego Wierchu.

    Dochodzimy nad legendarne Zawory, stamtąd piękne widoki na Grań Hrubego, na drogę podejścia i na piękne pole śnieżne zaczynające się na Zadnim Rycerzowym Zawraciku – piękny byłby zjazd!

    Gładka Przełęcz

    Tymczasem trawersem pod Gładkim Wierchem (Czar kolejny raz klnie splitboard i zaprzysięga przejść na twarde wiązania) przechodzimy na Gładką Przełęcz. Widoki do Doliny Pięciu Stawów zapierają dech w piersiach! Widok na trasę zjazdu trochę mniej: zorana okrutnie. Wybieramy jednak trochę mniej zniszczone połacie śniegu i kilkoma zakrętami znajdujemy się w Dolince Pod Kołem.

    Zawrat

    Kleimy foki i szybko (już 13:00) kierujemy się na Zawrat. Ze strony Piątki bardzo miękko: udaje się wejść na fokach na samą przełęcz. Dobrzy ludzie częstują nas pyszym bimbrem. Przepinamy się i zjazd żlebem na północ – w Zawratowym Żlebie najgorszy warunek jaki tam spotkałem w życiu: totalny lód i pełno kamieni. Drugi raz tego dnia Suka testuje czekan w charakterze hamulca.

    Przejeżdżamy – tylko na krótko zatrzymując się – koło Zmarzłego Stawu i zaczynamy się zsuwać żlebikiem w kierunku Czarnego Stawu – Mój towarzysz asekuruje się czekanem po raz trzeci tego dnia … masakra. Co się jeszcze dziś wydarzy?

    Przechodzimy przez Czarny Staw z wizją niefajnego trawersu szlakiem w kierunku Murowańca – dochodzimy do szybkiego wniosku, że zjedziemy sobie kawałek po prawej od tego szlaku i ku naszemu zaskoczeniu zaliczamy najfajniejsze kilka skrętów tego dnia – idealny puch!

    Krótkie podejście na szlak i dojeżdżamy do podejścia z Murowańca na Kasprowy – musimy zdążyć na wyciąg Gąsienicowa przed jego zamknięciem. Który to już raz dobiegamy do dolnej stacji wyciągu o godzinie 16:21?

    Jak króle wyjeżdżamy na górę. Koło tury się domyka. Za ten sukces wypijamy po małym Tyskim na Kasprowym i ostatni zjazd tego dnia: pełnym gazem Goryczkowa i dalej nartostradą do Kuźnic.

    Piękna Tura!

    ps. Tym razem relację napisał Czar. Dzięki

  • Świnicka Przełęcz i Zadni Granat

    Świnicka Przełęcz i Zadni Granat

    Zaliczamy w czwartek firmowe zawody snow i w piątek po śniadaniu ruszamy w Tatry. Bukujemy sobie nocleg w Murowańcu i wjazd koleją na Kasprowy. Bilet mamy na 12:50, więc na luzie jesteśmy na parkingu 12:40. Mijamy sporą kolejkę turystów do gondoli, którzy z entuzjazmem przepuszczają nas o 12:49 wprost do drzwi dolnej stacji w Kuźnicach, podkładając nam nogi, trącając łokciami i pozdrawiając czule. Swoje wystali w kolejce do kasy. Bardzo ich przepraszamy za spóźnienie i z wyrzutami sumienia ładujemy się do kabiny.

    Świnicka Przełęcz (2051 mnpm)

    Zaliczamy sobie zjazd po trasie gąsienicowej, co daje nam przedsmak warunków, które nas czekają poza trasami. Jako, że minęło już pół dnia wybieramy turę na Świnicką Przełęcz przez żleb od dołu i taką też opcję zjazdu. Od dolnej stacji wyciągu foczymy w stronę Zielonego Stawu Gąsienicowego i wspinamy się żlebem na przełęcz. Docieramy pod podobno zawsze obecny nawis na świnickiej. Zgodnie z opisami ma on 2 metry, w naszej opcji na ten dzień chyba trochę więcej. Próbuje na niego wejść na lekko (bez deski i plecaka) ale pękam gdzieś metr pod jego szczytem. Nachylenie wydaje się już na minus. Efektem odpuszczenia jest pewnie wcześniejszy widok schodzących tam ludzi w uprzężach i tych wszystkich szpejach alpinistycznych.
    Zapinamy deski pod nawisem i asekuracyjnie zjeżdżamy żlebem, w którym jest trochę nawianego i wydeptanego śniegu. Po wyjeździe ze żlebu sam beton. Warunki zjazdowe paskudne, ale za to zachód słońca przepiękny. Meldujemy się w Murowańcu 17:55.

    Map of the route “Świnicka Przełęcz i Zadni Granat”: 6,67 km, 595 m of climbing and 695 m of descent, elevation between 1,491 m and 2,018 m, time 04:05:39. It starts at 49.23628, 19.99730 and ends at 49.24330, 20.00728 (latitude, longitude).

    Total distance: 6.67 km
    Max elevation: 2021 m
    Min elevation: 1490 m
    Total climbing: 595 m
    Total descent: 695 m
    Average speed: 8.53 km/h
    Total time: 04:17:40


    Zadni Granat (2240 mnpm)

    Dzień drugi. Rano drepczemy po lodzie szlakiem trawersowym w stronę Czarnego Stawu od Murowańca. Od stawu klasyczne podejście do Zmarzłego tak jak https://elsukie.pl/karb-na-zawrat Od zmarzłego odbijamy w lewo od trasy na Zawrat w stronę Koziej dolinki. Potem wspin na Zadni Granat. Niestety zgodnie z prognozą punkt 12:00 pogoda załamuje się. Warunki beznadziejne na fajny zjazd, więc decydujemy się przy 200 m od szczytu na odpuszczenie zdobycia Zadniego. Duje tak, że ze szczytu na łeb spadają nam kawałki lodu. Uciekamy.

    Niestety zabrakło uchwytów do gopro, których zapomniałem, więc mając tylko patyk, nie nagrywam zjazdu po lodowych kalafiorach. Mam nadzieję, że Zadni jeszcze zaliczymy przy sprzyjającej aurze bo widoki są wspaniałe z tego miejsca.

    Map of the route “Świnicka Przełęcz i Zadni Granat”: 15,84 km, 1,123 m of climbing and 1,582 m of descent, elevation between 1,018 m and 2,016 m, time 06:23:19. It starts at 49.24313, 20.00566 and ends at 49.26920, 19.98127 (latitude, longitude).

    Total distance: 15.82 km
    Max elevation: 2034 m
    Min elevation: 1018 m
    Total climbing: 1123 m
    Total descent: 1582 m
    Average speed: 9.10 km/h
    Total time: 06:26:14


    Galeria

  • Wietrzny Małołączniak przez Kobylarzowy Żleb

    Wietrzny Małołączniak przez Kobylarzowy Żleb

    Już o 8 rano jesteśmy w Groniku pod Zakopcem. Jest ładna, wiosenna pogoda, więc idziemy szukać śniegu. Docieramy do Przysłopu Miętusiego i ruszamy w stronę Małołączniaka (2096 m). Idziemy niebieskim szlakiem, bokiem Doliny Małej Łąki. Na razie nie zapowiada się, że założymy foki na nasze splity. W końcu udaje nam się wyjść z lasu i docieramy pod Kobylarzowy Żleb, gdzie w końcu odnajdujemy śnieg.

    Zakładamy raki i ruszamy w górę żlebu. Wiatr się wzmaga i jest coraz „ciekawiej”. Przeprawiamy się przez fragment żlebu, gdzie niestety już nie ma śniegu. Wiatr jest już tak silny, że od czasu do czasu kładziemy się na śniegu, żeby nas nie zwiało. Pamiętajcie, że na plerach niesiemy plecak husarii, która skutecznie pomaga koledze halnemu nas zwiać. Nie poddajemy się.

    Pokonujemy żleb, docierając przy pełnym wygwizdowie na grań w stronę Małołączniaka. W końcu jest fragment, gdzie możemy pofoczyć. Zakładamy splity na nogi i ruszamy granią zdobyć szczyt. Po walce z jeszcze silniejszym halnym (co najmniej dwa razy mnie przewraca) jesteśmy na Małołączniaku. Nie ma czasu na piknikowanie, więc trzymając wszystko dziesięcioma rękami udaje nam się poskładać splitboardy w deski i w końcu zjeżdżamy. Śnieg jest głęboki, ciężki i mokry – jazda jak z zaciągniętym hamulcem a w plecy wiatr. W Kobylarzowym Żlebie piękny zjazd z przeprawą przez uskok z łańcuchem. Zjeżdżamy na deskach poniżej żlebu i jeszcze trochę przez las oddalając się skutecznie od szlaku. Dużo czasu i resztek sił zajmuje nam powrót na szlak, ale szczęśliwie na niego trafiamy. Tak, więc z lekkiej wiosennej tury zrobiła się nam 10 godzinna walka z wiatrem i mokrym śniegiem.

    Postscriptum
    W tej wideo relacji wykorzystałem utwór Phantom Killer – Tomka Jamroza aka Gazella. Serdecznie pozdrawiam i dzięki!

    Gazella feat. Michał Maślak – Phantom Killer
    https://www.facebook.com/gazellamusic/
    https://www.facebook.com/fair.w.friends/
    lyrics: Michał Maślak

    Trasa GPS

    Map of the route “Wietrzny Małołączniak przez Kobylarzowy Żleb”: 18,45 km, 3,047 m of climbing and 3,035 m of descent, elevation between 927 m and 2,112 m, time 10:26:47. It is a loop that starts and ends at 49.27763, 19.90513 (latitude, longitude).

    Total distance: 18.53 km
    Max elevation: 2114 m
    Min elevation: 927 m
    Total climbing: 3047 m
    Total descent: 3035 m
    Average speed: 5.26 km/h
    Total time: 10:36:21

    Galeria

  • Rakoń od Słowacji

    Rakoń od Słowacji

    Po 3 latach wracamy na Rakoń (1879 m) tym razem od strony Słowacji. Parkujemy niedaleko znanego nam rejonu narciarskiego Spalena (tam gdzie lezie się na Salatyn) i ruszamy pustym szlakiem przez las. Po drodze mijamy całe połacie połamanych drzew, aby dotrzeć pod podejście na Siodło Zabrat (1656 m). Niechcący ładujemy się w podchodzenie puchowym żlebem i idziemy oczywiście na około. W nagrodę cieszymy się dłuższym spacerem piękną granią. Docieramy do szczytu upajając się widokami Zachodnich Tatr. Zjazd polem puchowym do lasu i potem z dechy aż do parkingu.

    Trasa GPS

    Map of the route “Rakoń od Słowacji”: 13,69 km, 1,781 m of climbing and 1,782 m of descent, elevation between 736 m and 1,614 m, time 06:48:16. It is a loop that starts and ends at 49.24415, 19.71312 (latitude, longitude).

    Total distance: 13.68 km
    Max elevation: 1619 m
    Min elevation: 731 m
    Total climbing: 1781 m
    Total descent: 1782 m
    Average speed: 5.15 km/h
    Total time: 06:48:16

    Galeria

  • British Columbia w okolicy Pilska

    British Columbia w okolicy Pilska

    Jeden z ostatnich skansenów wyciągowych w polskich górach – Pilsko (1557 m.n.p.m.). Po ostatnim rekonesansie okolic Pilska, wracamy w poniedziałkowy, mroźny poranek odwiedzić tajny spot, do którego przypisaliśmy nazwę „British Columbia”. Po świeżym opadzie, w prognozie lampa, więc musi być dobrze. No i nie zawiedliśmy się.

    Na Pilsko dostajemy się oczywiście siecią nowoczesnych i wygodnych kanap i gondol – jak to w skansenie. Docieramy do Pilska z buta i przyczajeni udajemy się w nasze miejsce. Wystarczy skręcić w [censored] potem w kierunku [censored] i już jesteśmy na miejscu.

    Zaliczamy 3 puchowe zjazdy i 3 podejścia. Tylko nasze linie, tylko nasze. Jak to wyglądało możecie zobaczyć w filmie.

    Trasy GPS nie ma z wiadomych przyczyn – jakby to powiedzieć? Plik się sypnął.

    Galeria

  • Jesienna inauguracja sezonu 17/18

    Jesienna inauguracja sezonu 17/18

    Inaugurację sezonu splitboardowego 2017/18 rozpoczęliśmy 16 listopada. Wycelowaliśmy w czwartkowe okno pogodowe w Zakopane. Jak „prawdziwi skiturowcy” podjechaliśmy sobie kolejką na Kasprowy – Czar ma taką zasadę, że jak jest czym wjechać do wjeżdżamy.

    Widok z Kasprowego istnie alpejski. No dobra parę chwil dla fotoreportera i ciśniemy na Goryczkową. Po chwili czekania aż jakiś zbłąkany ratrak przepychnie trochę śniegu, ruszamy po zmrożonych kartoflach początkiem trasy goryczkowej. Po chwili jesteśmy w Goryczkowym Kotle i jest bajka, z wrażenia zapominam włączyć gopro, no trudno. Myślę, że może nie będę nagrywać, bo przecież byliśmy już tutaj parę razy. No dobra, potem w zasadzie ta sama trasa co przy lawinowej czwórce czyli padakami do szlaku i w stronę Hali Kondratowej. Potem też wiadomo, na Kopę szybciutko i zjazd w pełnej lampie… taaa jasne.

    Zero kondycji, więc trawersujemy jak żółwie przez milion godzin. Zero lampy, bo jesienią to słońce jest trochę niżej niż wiosną. Dłuższa chwila na szczycie Kopy Kondratowej i próbujemy po raz pierwszy trochę inny zjazd – Długim Żlebem Kondratowym. Szkoda, że sobie wcześniej tej linii nie obczailiśmy bo zjazd wychodzi nam bardzo zachowawczy. Ale i tak była to piękna inauguracja sezonu.

    Trasa wg GPS

    Map of the route “Jesienna inauguracja sezonu 17/18”: 13,64 km, 3,377 m of climbing and 3,989 m of descent, elevation between 1,020 m and 1,729 m, time 05:08:42. It starts at 49.23117, 19.98278 and ends at 49.24935, 19.95174 (latitude, longitude).

    Total distance: 13.6 km
    Max elevation: 1731 m
    Min elevation: 1010 m
    Total climbing: 3377 m
    Total descent: 3989 m
    Average speed: 7.96 km/h
    Total time: 05:08:54

     

    Galeria

    16

  • Splitboard i lawinowa czwórka w Tatrach

    Splitboard i lawinowa czwórka w Tatrach

    Atak zimy 20 kwietnia 2017. Jedziemy w końcu na dwudniową turę. W drodze dowiadujemy się, że w tatrach ogłoszono lawinową czwórkę (plota mówi, że się to nie zdarza). Plan jest prosty, jak się uda kolejką dotrzeć na Kasprowy, to się przeprawimy przez Halę Goryczkową na Halę Kondratową do schroniska na noc. W tych warunkach wybieramy wariant rozsądny.

    Zakopane

    Zakopane dosłownie. Wszystkie kolejki zamknięte, więc z Kuźnic idziemy na fokach w stronę Goryczkowej. Nie jest źle bo idziemy nartostradą. Po drodze spotykamy kilku kolesi z bananami na twarzy i hasłem „śniegu po pachy”.

    Goryczkowa

    Jak taki opad to zaliczymy słynne „Padaki” w puchu. Niestety u góry coś się nam pomieszało w tej lekkiej mgle i pojechaliśmy fajnym polem przed Padakami wprost na 2 szałasy w dole Goryczkowej. Stamtąd już spliturujemy w stronę Kondratowej, bo zaczyna się robić późno a szlaki są nieprzetarte.

    Kondratowa

    Przez lasek przecinamy Padaki i turujemy dalej, tym razem już kompletnie dziewiczym szlakiem. Na szczęście jest na pokładzie słynny El Turino aka Czar, który jak samuraj tnie swoim rozpołowionym spliboardem tony śniegu, prezentując technikę godną samego mistrza. Do schroniska na hali docieramy dopiero o 19 wieczorem. Trochę się luzujemy i dogadujemy na fejsie z ekipą, która jutro będzie atakować Kopę Kondracką.

    Rano czekamy na ekipę, ale niestety mają opóźnienie, więc ruszamy sami. Jest jednak bardzo lawinowo, więc rozsądek (i jeden koleś, który przed nami przetarł tory) podpowiada nam odpuścić zapuszczanie się w wyższe partie Hali Kondratowej. Docieramy do niewielkiego wzniesienia pod Łopatą i stamtąd próbujemy ruszyć z ponad dwumetrowej pokrywy śnieżnej. Śniegu jest tyle, że trudno nawet ruszyć. Zjeżdżamy do wypłaszczenia i tam spotykamy Ali Olszańskiego z ekipą, którzy będą atakować Łopatę i przełęcz pod Kopą. W tym czasie spotkany „pan parkowiec” wszystkim odradza zapuszczanie się w te tereny przy lawinowej czwórce.

    Padaki

    Na zakończenie zmierzamy szlakiem w stronę niezaliczonych poprzedniego dnia Padak. Przy pięknej pogodzie udaje nam się dotrzeć pod Żleb Marcinkowskich i puszczamy się Padakami w stronę Kuźnic. Wszystko jest już niestety rozjeżdżone, więc radochy nie za dużo.

    Niestety jestem trochę rozczarowany, że nie zaliczyliśmy jakiś zjazdów życia w tych warunkach. Trudno, jeszcze całe życie przed nami.

    Map of the route “Splitboard i lawinowa czwórka w Tatrach”: 15,12 km, 1,206 m of climbing and 1,155 m of descent, elevation between 984 m and 1,578 m, time 23:14:08. It is a loop that starts and ends at 49.26950, 19.98016 (latitude, longitude).

    Total distance: 15.08 km
    Max elevation: 1580 m
    Min elevation: 984 m
    Total climbing: 1206 m
    Total descent: 1155 m
    Average speed: 7.18 km/h
    Total time: 23:14:08

  • Od Gąsienicowej przez Karb na Zawrat

    Od Gąsienicowej przez Karb na Zawrat

    Będzie okno, będzie okno. Na prognozie ICM raczej możemy polegać. Lądujemy rano w Kuźnicach i ładujemy się do kolejki na Kasprowy. Na rozgrzewkę zjazd trasą gąsienicową do doliny. Rozpinamy splity i foczymy szlakiem w stronę przełęczy Karb. Słońce wychodzi zza chmur, zapowiada się piękna tura.

    Karb (1853 m n.p.m.)

    Docieramy na Karb. Przepięcie na tryb snowboard i po kawałku betonów zaliczamy wspaniały zjazd w całkiem niechudej warstwie puchu wprost na zamarznięty Czarny Staw. Nie dość, że zjazd żlebem daje sporo satysfakcji to przejście Czarnego Stawu w pełnej lampie (milion dolarów to za mało) jest kosmicznym przeżyciem, które udziela się ekipie. Trzeba docenić tą chwilę turowania, za taką trasę na biegówki to można się dać zabić. Mają rację alpiniści, że pogoda jest najważniejsza – a my mamy wszystko od pogody po świeży śnieg. Dochodzimy do podejścia na Zmarzły Staw pod Zawratem. Czas na raki. Po stromym podejściu jesteśmy przy Zmarzłym. Chwila przerwy i ruszamy do celu – przełęcz Zawrat. Podejście żlebem robi wrażenie.

    Czarny Staw

    Zawrat (2159 m n.p.m.)

    Jako ekipa jesteśmy bardzo solidarni – rozdzielamy się, bo chłopaki chcą się bawić w trawersy na fokach, ja wybieram ciężkie plecy i raki na nogach. Porada: trawersowanie na splitboardzie nie jest za fajne, stąd moja decyzja. Jest wyzwanie, kto pierwszy? Jak wyzwanie to motywacja, więc idę samotnie najkrótszą drogą w rakach, reszta idzie gdzieś bokiem. Nie jest łatwo (3 razy chyba chciałem rezygnować) ale jakoś docieram do przełęczy. Totalnie wykończony. Widok na dolinę 5 stawów regeneruje mnie w 5 minut. Opad szczęki jaki widok. Michał i Czar docierają po około 30 minutach. Przegrali. No dobra, też wygrali.

    Na zawracie

    Zjazd. Beton, skały, beton ale już po chwili pełna ekstaza w przyjemnym śniegu i to co pokonuje się w tempie żółwia zjeżdża się w chwilę. Trzeba cieszyć się każdą sekundą, bez względu na betony czy inne niedogodności. Od Zmarzłego Stawu znów beton i skały do omijania i na krechę do Czarnego Stawu.

    Zawrat

    Przewalamy się blisko Murowańca i biegiem do krzesła z Gąsienicowej na Kasprowy. Dramat. Hiperwentylacja. Wykończenie. Docieramy do krzesła w ostatniej minucie i oczywiście nie chcą nas nasi kochani górale wpuścić. Jest 16:30. W końcu się litują i wjeżdżamy ostatnim krzesłem na Kasprowy. Podziwiamy zachód słońca i mykamy goryczkową do Kuźnic. Tak mija ponad 8 godzin tury. Dzięki Tatry. Out.

    Map of the route “Od Gąsienicowej przez Karb na Zawrat”: 20,26 km, 1,805 m of climbing and 2,498 m of descent, elevation between 909 m and 2,148 m, time 08:20:16. It starts at 49.23631, 19.99725 and ends at 49.28404, 19.97284 (latitude, longitude).

    Total distance: 20.17 km
    Max elevation: 2155 m
    Min elevation: 909 m
    Total climbing: 1805 m
    Total descent: 2498 m
    Average speed: 10.37 km/h
    Total time: 08:20:33

    Galeria

  • Salatyn zaliczony za drugim razem

    Salatyn zaliczony za drugim razem

    Chociaż słowackie tatry przywitały nas mglistym porankiem to ruszyliśmy razem z Czarem z samego rana pierwszą kanapą z ośrodka Rohace/spalena (bo przecież nie będziemy szli pod wyciągiem) w stronę naszego Salatynu. Tradycyjnie z górnej stacji foczymy do podnóży szczytu, gdzie przepinamy się na raki wśród skiturowców, którzy prawie biegiem włażą w tych swoich skorupach. Z przełęczy ruszamy bez splitboardów w poszukiwaniu szczytu Saltyn (2048 m), którego szukamy z GPSem we mgle i wichurze. Oczywiście robimy parę kółek na grani zanim go znajdujemy. Schodzimy do Małego Salatynu (2046 m) i mgły odchodzą w kilka minut, otwierając okno.

    Widok na Salatyn

    Zaliczamy zjazd po betonie w górnej części, ale znajdujemy trochę świeżego śniegu i kończymy zjazd przy pięknym słońcu. Salatyn tym razem dał się zdobyć i zaprosił nas ponownie. Chętnie tam wrócę, bo to świetna alternatywa dla polskiej Kopy Kondrackiej.

    Map of the route “Salatyn zaliczony za drugim razem”: 7,84 km, 963 m of climbing and 1,471 m of descent, elevation between 1,033 m and 2,038 m, time 04:39:51. It starts at 49.22224, 19.70138 and ends at 49.23809, 19.71377 (latitude, longitude).

    Total distance: 7.88 km
    Max elevation: 2043 m
    Min elevation: 1030 m
    Total climbing: 963 m
    Total descent: 1471 m
    Average speed: 8.55 km/h
    Total time: 04:41:55

    Galeria

  • Skrzyczne od Lipowej przy styczniowym ostrym mrozie

    Skrzyczne od Lipowej przy styczniowym ostrym mrozie

    Nie ma to jak rano wstać (nie znowu tak wcześnie) a na termometrze -27 st. Niby mała tura beskidzka przed nami, ale temperatura robi wrażenie. Jeszcze nigdy przy takiej temperaturze nie turowaliśmy. No i już z rana decyzje.. jak się ubrać, co wziąć? Dobra coś tam więcej wrzucam, ale też wiem, że zawsze jest za gorąco na podejściu.

    (więcej…)