Niezapomniany powday na Pilsku. Od kilku sezonów nie było takiego opadu, no więc ruszamy rano na rozjeżdżenie tego pudru. Tym razem bez splitboardów, lecimy na wyciągi z planem na zaliczenie mnóstwa zjazdów. Nawet na trasach warunki są doskonałe, więc odpuszczamy freeride i latamy po trasach, przy trasach, pod nieczynnymi orczykami, przez laski. Ludzi niewiele, więc zaliczamy pierwsze linie na dziewiczym śniegu. To nic, że pochmurno i mglisto my mamy banana na twarzach.
Szybki wypad na Rysiankę, jak zwykle pogoda mglisto-mżawkowa. Szlakiem do schroniska i szlakiem do auta. Przy schronisku zaliczamy pole lodoszreni a poźniej już ścieżką na krechę. To tura raczej przyjemna na wejściu i bardzo łatwa. Niestety drugi raz nici z widoków z góry. Może następnym razem.
Jest listopad i już z niecierpliwością wyczekujemy powder alertów w alpach. No i w końcu jest, no to jedziemy – kierunek Stubaier Gletscher. Tym razem męski wyjazd w trójkę na 3 dni jazdy. Śnieg pada jest puch, trafione.
Koniec marca i pykamy w polskie Tatry. Bez planu jedziemy do Zakopca i tam spotykamy się z Czarem przy kolejce na Kasprowy (biedak czekał na nas tam prawie 2 godziny). Nie tracąc czasu, rezygnujemy z podejścia od Kuźnic i wbrew zasadom wciągamy się gondolą na Kasprowy. I co dalej? No to idziemy w stronę Kopy Kondrackiej. Pogoda świetna, więc się nie stresujemy. Splity na plecy i idziemy z buta. Po drodze spotykamy panów strażników, którzy się pytają czy mamy jakieś zabezpieczenia. Mamy ABC podstawowe, a oni na to: „Czyli pod opieką Matki Boskiej” ostrzegają nas, że będą nas obserwować i nie możemy zjechać wcześniej niż z przełęczy pod kopą.
Goryczkowa Czuba
No i pierwsze schody. Już na podejściu pod Goryczkową Czubą jakaś babka spanikowana wycofuje się, myślimy… Za chwilę mijają nas wyluzowani skiturowcy, więc stwierdzamy, że idziemy dalej. Oni mają raki i czekany, my nie. Po chwili zaczyna się robić niewesoło, z czuby obchodzimy zboczem kolejne wzniesienie bo szlaku nie widać. Na czterech łapach powoli przesuwamy się bokiem. Toprowcy nas obserwują z dołu i chyba czekają aż któryś z nas zleci z lawiną. Na szczęście Matka Boska pomogła i szczęśliwie ciśniemy dalej, już bez większych niebezpieczeństw.
Zjazd z przełęczy pod kopą do schroniska na Kondratowej to już bułka z masłem i odetchnięcie z ulgą. Zaliczamy pierwszą turę gdzie nie założyliśmy nawet fok.
Podsumowując tą turę, zimą nie pchajcie się tam bez raków i czekana, bo stres jest spory. Gdyby nie było tak ładnej pogody to wycofalibyśmy się.
Map of the route “Splitboard z Kasprowego na Kopę Kondracką”: 9,32 km, 615 m of climbing and 1,510 m of descent, elevation between 1,016 m and 1,918 m, time 05:13:16. It starts at 49.23128, 19.96613 and ends at 49.26928, 19.98041 (latitude, longitude).
Total distance: 9.32 km Max elevation: 1919 m Min elevation: 1016 m Total climbing: 615 m Total descent: 1510 m Average speed: 10.97 km/h Total time: 05:13:16
Niedzielne wejście z Waldorfem na Kopę Kondracką. W Kalatówkach trafiamy na pana pogodynkę z tefauenów i foczymy aż do zdobycia Kopy. Jak widać na filmie to pogoda nas rozpieszczała pełną lampą. Co z tej tury zapamiętałem? Puknąłem kaskiem w gopro na końcu kija i dalej nie wiem jak to zrobiłem. Nie ma tego na edicie, bo jakoś nie dało się tego zmontować – jedynie obrazek tytułowy jest klatką z tego momentu. Aaaa tak w ogóle splity są fajowe i koniec relacji.
Szczyrkowa splitura od Soliska wciągając się orczykami na Juliany i ruszamy w stronę Malinowskiej Skały. Mijamy ją drogą poniżej i uderzamy na grań w kierunku Małe Skrzyczne kończąc na Duże Skrzyczne. Tym razem w ekipie jest Waldorf i Michał B., który odzywa się do mnie po latach (wyłapując film elsukie na fejsie). Frirajdów nie ma, więc testujemy nowe krzesło na Skrzyczne parę razy i wracamy do Soliska. Nie ma Czara nie ma trasy GPS.
Wiem, wiem niżej w tabelce wcale nie ma 20 km, ale tak mi zakomunikował Czar po tej turze i tak to chcę pamiętać. Albo nie, ta tura miała 20 km bo pobłądziliśmy, ale zoptymalizowałem dane GPS i dlatego wyszło mniej.
Map of the route “20km we mgle na Rysiankę”: 16,61 km, 745 m of climbing and 975 m of descent, elevation between 578 m and 1,288 m, time 06:35:38. It is a loop that starts and ends at 49.56003, 19.18801 (latitude, longitude).
Total distance: 16.63 km Max elevation: 1289 m Min elevation: 578 m Total climbing: 745 m Total descent: 975 m Average speed: 6.70 km/h Total time: 06:36:38
W Korbielowie jeszcze (?) nie ruszyły wyciągi, więc od parkingu foczymy na szczyt Pilska. Ludzi zero, no dobra jest jakaś ekipa, która jeździ pasażerskim ratrakiem na Miziowej. Jak dobrze pamiętam to nawet heli stoi na miziowej. Wieje nudą, ale na pilsku za to krajobraz księżycowy i dziewiczy. Jak na razie to jedyny edit wideo bez muzyki. Sorki za to.
Moja pierwsza splitura. Miało być lajtowo, ale oczywiście mnie chłopaki namówili od razu na 2 dniową imprezę. Nie wiedząc co mnie czeka dojeżdżamy do parkingu chyba ok 23:00. Czołówki na łby i idziemy do schroniska na Chochołowskiej. Droga nie ma końca. Udaje się dotrzeć do schronu ale całujemy klamkę. Co teraz? Na szczęście jacyś zawiani kolesie nam otwierają wrota i kimamy na ławach w holu aż do rana.
Grześ
Rano ruszamy w stronę Grzesia, jakoś idę na tym splicie (mędząc im cały czas). Mam plan dojścia na Grzesia i zjazdu do schroniska. Aha, żeby nie było tak łatwo to na tej cholernej drodze do schroniska już jeden z kijów mi nie działa (gubię talerzyk i grot) – nie kupujcie tanich kijów. Ufff jesteśmy na Grzesiu i jest przepięknie. Próbuje się pożegnać z chłopakami, ale mówią żebym spróbował jeszcze zaliczyć Rakoń – „No zobacz jak to blisko”. Ulegam.
Rakoń
II plan to zjazd z Rakonia. Co, już wiecie, że historia się powtórzy? Oczywiście z Rakonia daję się namówić na Wołowiec. Jest ciężko, siły już nie mam.
Prawie Wołowiec
Docieramy pod Wołowiec, gdzie decydujemy się na zjazd. W lesie padamy na polance i zaliczamy drzemkę (?!) Lasem docieramy do schroniska. Krokusy kwitną, więc turystów jest tutaj już milion. Zaliczamy jeszcze jedną noc w schronisku i chłopaki idą rano na inną turę, ja się wysypiam i schodzę do parkingu.
Dobra, złapałem bakcyla.
Map of the route “Wiosenny Wołowiec od Chochołowskiej”: 11,27 km, 1,484 m of climbing and 1,221 m of descent, elevation between 877 m and 1,909 m, time 08:25:39. It is a loop that starts and ends at 49.23723, 19.78607 (latitude, longitude).
Total distance: 11.27 km Max elevation: 1918 m Min elevation: 876 m Total climbing: 1484 m Total descent: 1221 m Average speed: 6.84 km/h Total time: 08:26:09